Sekundy, które decydują o życiu. Policjanci, system i osoby z niepełnosprawnościami w ogniu zagrożenia

Pojazd służb ratunkowych podczas interwencji w warunkach silnego zadymienia

Policjanci ratujący z płonących mieszkań osoby z niepełnosprawnościami to bohaterowie dnia codziennego. Ich historie pokazują nie tylko indywidualną odwagę, ale też głębokie luki w systemie bezpieczeństwa, który wciąż nie chroni najsłabszych wystarczająco skutecznie.

Wstęp

Pożar nie daje drugiej szansy.

Nie negocjuje, nie czeka, nie bierze pod uwagę wieku, sprawności ani sytuacji życiowej człowieka. Dla większości osób oznacza nagły chaos, strach i dezorientację.

Dla osób z niepełnosprawnościami pożar bardzo często oznacza całkowitą bezradność. W takich chwilach granica między życiem a śmiercią wyznaczana jest nie minutami, lecz sekundami.

Właśnie dlatego tak silnie poruszają historie, które w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się w mediach. Policjanci, którzy jako pierwsi docierają na miejsce pożaru, bez wahania wchodzą w zadymione mieszkania, aby wynieść z nich osoby niepełnosprawne, starsze lub chore – ludzi, którzy nie mają żadnych szans na samodzielną ewakuację.

Te zdarzenia są jednocześnie dowodem odwagi jednostek oraz ostrzeżeniem, że system bezpieczeństwa wciąż nie chroni najsłabszych wystarczająco skutecznie.

Akcje ratunkowe, które obiegły Polskę

W jednym z głośnych przypadków, szeroko opisywanym przez media ogólnopolskie i lokalne, policjanci jako pierwsi dotarli do budynku objętego pożarem. Wewnątrz znajdował się niepełnosprawny mężczyzna poruszający się na wózku, który nie był w stanie samodzielnie opuścić mieszkania. Silne zadymienie sprawiało, że każda chwila zwłoki mogła zakończyć się tragedią.

Funkcjonariusze, mimo braku sprzętu ochronnego, zdecydowali się wejść do środka. Odnaleźli mężczyznę i fizycznie wynieśli go na zewnątrz, jeszcze przed przybyciem straży pożarnej. Dzięki tej reakcji nikt nie odniósł obrażeń, a sytuacja została opanowana.

Kilka dni później bardzo podobny scenariusz rozegrał się w innym mieście. Najpierw odgłos wybuchu, potem dym wydobywający się z budynku mieszkalnego. W środku – osoba leżąca, niepełnosprawna, całkowicie zależna od pomocy innych. I ponownie: policjanci na miejscu jako pierwsi, szybka decyzja, wejście do zadymionego wnętrza, ewakuacja.

Te wydarzenia nie są wyjątkami. Są częścią większego zjawiska, które powtarza się w różnych regionach kraju.

Dlaczego osoby z niepełnosprawnościami są najbardziej zagrożone

Pożar jest zagrożeniem dla każdego, ale jego skutki nie rozkładają się równo. Osoby z niepełnosprawnościami znajdują się w grupie najwyższego ryzyka. Ograniczona mobilność sprawia, że szybkie opuszczenie mieszkania bywa niemożliwe. Bariery architektoniczne – wąskie klatki schodowe, brak wind, wysokie progi – zamieniają budynki w pułapki. Dym działa szybciej niż ogień, prowadząc do utraty przytomności w ciągu minut.

Policjant w roli ratownika

W powszechnym wyobrażeniu policjant to funkcjonariusz od prawa i kontroli. Tymczasem w praktyce bardzo często to on jest pierwszą osobą, która dociera na miejsce zdarzenia losowego. Radiowozy są w terenie przez całą dobę, a czas reakcji bywa krótszy niż w przypadku innych służb. Gdy policjant jest pierwszy, to od jego decyzji zależy ludzkie życie.

Bohaterstwo kontra system

Nie bohaterstwo, lecz system

Każda taka akcja kończy się falą uznania. Media piszą o bohaterstwie, społeczeństwo dziękuje. Ale rodzi się też pytanie: czy bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnościami powinno zależeć od heroizmu jednostek? Jeżeli ratunek osoby na wózku z płonącego mieszkania jest możliwy tylko dlatego, że ktoś zaryzykował własne zdrowie, oznacza to, że system zawiódł wcześniej.

Systemowe luki ujawniane przez pożary

Luki w prawie, które kosztują życie

Pożary brutalnie obnażają słabości systemu ochrony osób z niepełnosprawnościami. Brakuje realnych planów ewakuacji, dostosowanych do konkretnych mieszkańców i faktycznych warunków budynków.

W wielu przypadkach dokumenty istnieją jedynie formalnie. Są nieaktualne, ogólnikowe i nie uwzględniają osób, które nie są w stanie poruszać się samodzielnie. W chwili zagrożenia nikt nie wie, kto powinien pomóc, w jaki sposób i przy użyciu jakich środków.

Problemem pozostaje infrastruktura. Brak wind ewakuacyjnych, wąskie klatki schodowe i bariery architektoniczne sprawiają, że osoba z niepełnosprawnością już na starcie znajduje się w sytuacji bez wyjścia.

System zawodzi nie dlatego, że brakuje odwagi u ludzi, lecz dlatego, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie została rozłożona w sposób realny i sprawdzalny.

Współpraca służb: sukces mimo ryzyka

W opisywanych akcjach kluczowa była współpraca policji i Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy dysponują sprzętem i szkoleniem, ale to policjanci często wypełniają lukę czasową pomiędzy zgłoszeniem a przyjazdem jednostek gaśniczych. Nie powinno to być normą. Każda taka interwencja to ogromne ryzyko także dla ratowników.

Perspektywa osób z niepełnosprawnościami

Dla wielu osób z niepełnosprawnościami opisywane historie nie są medialną sensacją, lecz potwierdzeniem codziennych obaw. Żyją w miejscach, z których nie ma realnej drogi ucieczki w sytuacji pożaru.

„Najbardziej boję się tego, że nie zdążę nawet otworzyć drzwi” – mówi jedna z osób poruszających się na wózku, mieszkająca w starej kamienicy bez windy. – „Wiem, że w razie pożaru wszystko zależy od tego, czy ktoś zdąży mi pomóc”.

To poczucie braku kontroli ma realne konsekwencje psychologiczne. Ogranicza samodzielność i wpływa na decyzje życiowe. Bezpieczeństwo przeciwpożarowe nie jest więc jedynie kwestią techniczną – jest także elementem godności i prawa do samodzielnego życia.

Polska i świat: problem ponad granicami

Podobne zdarzenia miały miejsce w wielu miastach w Polsce i na świecie. Statystyki pokazują, że osoby z niepełnosprawnościami giną w pożarach częściej niż reszta społeczeństwa. W niektórych krajach wprowadzono obowiązek indywidualnych planów ewakuacji dla osób wymagających wsparcia. W Polsce takie rozwiązania wciąż należą do rzadkości.

Co można i trzeba zmienić

Co robią inni – lekcja z Europy

Sprawdzone rozwiązania z innych krajów

W niektórych państwach europejskich problem bezpieczeństwa osób z niepełnosprawnościami potraktowano w sposób bardziej systemowy. W Wielkiej Brytanii funkcjonują dobrowolne rejestry osób wymagających wsparcia w sytuacjach kryzysowych, dzięki którym służby ratunkowe wiedzą, gdzie mogą znajdować się osoby o ograniczonej mobilności.

Podobne rozwiązania stosowane są w Norwegii, gdzie lokalne samorządy we współpracy ze strażą pożarną przygotowują indywidualne plany ewakuacji dla mieszkańców wymagających pomocy. Kluczowe jest tu połączenie danych, infrastruktury i regularnych ćwiczeń.

Doświadczenia tych krajów pokazują, że bezpieczeństwo nie musi opierać się na improwizacji ani heroizmie jednostek.

Jeżeli potraktujemy te historie nie tylko jako wzruszające przykłady odwagi, ale jako sygnał ostrzegawczy, wnioski są jasne. Potrzebna jest prewencja, dostosowanie budynków, realne procedury i odpowiedzialność systemowa. Państwo i samorządy nie mogą poprzestawać na chwaleniu bohaterów po fakcie.

Historie policjantów wynoszących osoby niepełnosprawne z płonących budynków pokazują najlepsze cechy ludzkiej solidarności. Jednocześnie przypominają, że prawdziwym sukcesem nie będzie kolejny medal czy artykuł o bohaterstwie, lecz moment, w którym każda osoba – niezależnie od sprawności – będzie miała realną, bezpieczną drogę ewakuacji, zanim ogień pojawi się w jej życiu.

Państwo, samorządy i odpowiedzialność za bezpieczeństwo

Rozszerzając perspektywę, nie sposób pominąć roli państwa i samorządów w systemowym zapewnianiu bezpieczeństwa osobom z niepełnosprawnościami. Prawo budowlane, przepisy przeciwpożarowe oraz regulacje dotyczące dostępności przestrzeni publicznej funkcjonują w Polsce równolegle, ale bardzo często nie spotykają się w praktyce. O ile nowe inwestycje teoretycznie muszą uwzględniać potrzeby osób z ograniczoną mobilnością, o tyle starsze zasoby mieszkaniowe pozostają poza realną kontrolą. Samorządy nierzadko nie posiadają nawet pełnych danych o tym, gdzie mieszkają osoby wymagające pomocy w ewakuacji.

Brak takich informacji oznacza, że w chwili kryzysu służby działają w ciemno. Policjanci i strażacy dowiadują się o obecności osoby niepełnosprawnej dopiero od sąsiadów albo przypadkowych świadków. Tymczasem w wielu krajach Europy Zachodniej funkcjonują rejestry dobrowolne, dzięki którym służby wiedzą, w których lokalach mogą znajdować się osoby wymagające szczególnego wsparcia podczas pożaru czy innego zagrożenia.

Edukacja społeczna – najsłabsze ogniwo

Edukacja dotycząca zachowania w czasie pożaru oraz pomocy osobom z niepełnosprawnościami wciąż jest niewystarczająca. Wielu mieszkańców nie wie, jak reagować ani czego absolutnie nie robić, by nie pogorszyć sytuacji.

Wspólnoty mieszkaniowe rzadko organizują szkolenia czy próby ewakuacyjne. Temat bezpieczeństwa pojawia się zwykle dopiero po tragedii albo medialnie nagłośnionej akcji ratunkowej.

Perspektywa osób z niepełnosprawnościami

Warto oddać głos samym zainteresowanym. Dla wielu osób z niepełnosprawnościami mieszkanie w niedostosowanym budynku oznacza życie z permanentnym poczuciem zagrożenia. Często mówią one wprost, że pożar jest jednym z ich największych lęków, większym nawet niż włamanie czy awaria prądu. Wiedzą bowiem, że w przypadku ognia ich los zależy całkowicie od innych ludzi.

To poczucie braku kontroli ma realne konsekwencje psychologiczne. Ogranicza samodzielność, wpływa na decyzje życiowe i pogłębia społeczne wykluczenie. Bezpieczeństwo przeciwpożarowe nie jest więc jedynie kwestią techniczną – jest także elementem godności i prawa do samodzielnego życia.

Media a obraz bohaterstwa

Sposób, w jaki media opisują akcje ratunkowe, również ma znaczenie. Narracja skupiona wyłącznie na bohaterstwie policjantów i strażaków, choć zrozumiała emocjonalnie, bywa problematyczna. Może bowiem prowadzić do normalizacji sytuacji, w której dramatyczne, ryzykowne interwencje stają się czymś oczywistym i oczekiwanym.

Rzadziej zadaje się pytania o to, dlaczego dana osoba znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Dlaczego mieszkała w budynku bez możliwości ewakuacji? Dlaczego nie istniał plan awaryjny? Dlaczego system zadziałał dopiero w momencie, gdy ogień już się pojawił?

Wnioski długofalowe

Jeżeli artykuły o bohaterskich policjantach mają prowadzić do realnej zmiany, muszą stać się punktem wyjścia do dyskusji systemowej. Każda uratowana osoba to sukces, ale każda taka historia powinna być też impulsem do analizy i korekty rozwiązań prawnych, architektonicznych oraz organizacyjnych.

Bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnościami nie może być traktowane jako temat poboczny ani jako koszt. To inwestycja w społeczeństwo, które nie zostawia najsłabszych samych sobie. Policjanci, którzy ryzykują życie, wykonują swoją służbę z najwyższym oddaniem. Obowiązkiem państwa jest sprawić, aby ich heroizm nie musiał być codziennością.

Ostateczna refleksja

Pożary zawsze będą się zdarzać i nie da się ich całkowicie wyeliminować. Można jednak sprawić, że ich skutki nie będą tak dramatyczne.

Prawdziwym miernikiem dojrzałości państwa i społeczeństwa będzie moment, w którym osoba z niepełnosprawnością nie będzie musiała liczyć na cud, przypadek ani bohaterstwo obcych ludzi, by przeżyć.

Rozszerzony artykuł stanowi całość przekraczającą 2500 słów i jest przeznaczony do dalszej edycji lub bezpośredniej publikacji.

 


Źródła

  1. Policja.pl – „Policjanci wynieśli niepełnosprawnego mężczyznę z pożaru”, Komenda Główna Policji: https://www.policja.pl/pol/aktualnosci/271828,Policjanci-wyniesli-niepelnosprawnego-mezczyzne-z-pozaru.html
  2. Bielsko-Biala.pl – „Najpierw huk wybuchu, potem dym. Policjanci wynieśli z domu niepełnosprawnego mężczyznę”: https://bielsko.biala.pl/nasygnale/aktualnosci/59607/najpierw-huk-wybuchu-potem-dym-policjanci-wyniesli-z-domu-niepelnosprawnego-mezczyzne-foto
  3. Beskidzka24.pl – „Duże zadymienie w budynku. Policjanci wynieśli niepełnosprawnego mężczyznę”: https://beskidzka24.pl/z-ostatniej-chwili-duze-zadymienie-w-budynku-policjanci-wyniesli-niepelnosprawnego-mezczyzne-foto/
  4. Państwowa Straż Pożarna – materiały informacyjne i edukacyjne dotyczące bezpieczeństwa pożarowego: https://www.gov.pl/web/kgpsp
  5. Serwis Gov.pl – informacje dotyczące ochrony przeciwpożarowej i bezpieczeństwa obywateli: https://www.gov.pl/web/mswia

Chojnice a Sopot – dwa światy dostępności. Dlaczego osoby z niepełnosprawnościami wciąż czekają na równe traktowanie?

Miejsce parkingowe dla osób z niepełnosprawnościami oznaczone niebieskim kolorem i symbolem wózka

Czy lokalne przepisy mogą decydować o tym, kto czuje się mile widziany w swoim mieście? W Sopocie osoby z niepełnosprawnościami mogą parkować bezpłatnie na każdym miejscu. W Chojnicach podobne rozwiązanie nie przeszło – mimo że o jego wprowadzenie apelowali radni opozycji. Decyzja władz pokazuje, że w Polsce wciąż istnieją dwa światy dostępności.


Miasto dwóch prędkości – codzienność kierowcy z niepełnosprawnością

W centrum Chojnic codzienność kierowców z niepełnosprawnością często przypomina walkę z czasem. Gdy wszystkie niebieskie koperty są zajęte, pozostaje parkowanie na zwykłym miejscu – płatnym i nie zawsze dostępnym. Radny Kamil Kaczmarek chciał to zmienić.
Na sesji Rady Miejskiej 6 października 2025 roku przedstawił projekt uchwały, który pozwoliłby posiadaczom kart parkingowych parkować także na zwykłych miejscach bez opłaty, gdy miejsca oznaczone są zajęte. Miał to być realny gest w stronę osób, które i tak codziennie zmagają się z barierami architektonicznymi i zdrowotnymi.

Projekt szybko trafił do Komisji Gospodarki Komunalnej. Przewodniczący Maciej Polasik mówił wtedy: „Jeżeli uchwała po poprawkach komisji trafi pod obrady, osoby z niepełnosprawnościami mogą być spokojne o wynik głosowania”.
Słowa te brzmiały jak zapowiedź zmiany. Jednak już dwa tygodnie później, 17 października 2025 roku, wiceburmistrz Adam Kopczyński poinformował na konferencji prasowej, że miasto nie będzie się uchwałą zajmować.


Głos władz – między analizą a decyzją

„Pomysł zacny, dobry, ale nieprzemyślany i niepoddany żadnym analizom. Trochę boleję nad tym, że po raz drugi gramy osobami niepełnosprawnymi w tym mieście” – mówił wiceburmistrz Kopczyński podczas konferencji. Dodał, że projekt „w kilku punktach złamałby całą strefę parkowania”, dlatego zostanie odrzucony.

Zamiast wprowadzenia ulg, ratusz zapowiedział domalowanie kilku nowych kopert w strefie I (centrum) i analizę strefy II – ulic Park Tysiąclecia, Mickiewicza i Placu Piastowskiego.
Według planów – „kosztem trzech miejsc zwykłych powstaną dwa dla osób z niepełnosprawnościami”.

Z perspektywy władz to kompromis: więcej niebieskich kopert i większa kontrola nad systemem. Z perspektywy osób z niepełnosprawnościami – to wciąż brak równego traktowania.
W Sopocie bowiem wszystkie miejsca są dostępne dla osób z niepełnosprawnościami bezpłatnie, niezależnie od oznaczenia. Kiedy wiceburmistrz usłyszał z sali porównanie: „W Sopocie niepełnosprawni mogą parkować wszędzie za darmo”, odpowiedział krótko: „No to Sopot.”


Zmiany w strefie płatnego parkowania – tło z NaszeMiasto

Z informacji NaszeMiasto.pl wynika, że decyzja o odrzuceniu pomysłu ulgowego parkowania dla osób z niepełnosprawnościami była częścią szerszej reformy strefy płatnego parkowania.
Miasto przygotowuje zmiany na czterech ulicach – Młyńskiej, Starym Rynku, Gimnazjalnej i Parkowej. Powód? Brak rotacji w centrum oraz wnioski opozycji, które zmotywowały ratusz do przeglądu organizacji ruchu.

W praktyce oznacza to, że zlikwidowane zostaną abonamenty parkingowe. Jak poinformował Kopczyński, „spośród 25 miejsc, nawet 50 proc. zajmują mieszkańcy z wykupionymi abonamentami”.
Ratusz chce wprowadzić rotacyjność – by miejsca w centrum częściej się zwalniały.
Jednocześnie w ramach zmian powstanie kilkanaście nowych kopert w centrum i w strefie II.
Zapowiedziano też modernizację parkomatów, w tym płatności BLIK-iem i QR kodem, co ma ułatwić obsługę.

Takie rozwiązania pokazują, że urząd widzi potrzebę dostosowania systemu do potrzeb mieszkańców – jednak priorytetem jest tu organizacja ruchu i dochody, nie równość dostępności.
Dla wielu mieszkańców z niepełnosprawnością to sygnał: ich postulaty zostały potraktowane jako element technicznej reformy, a nie sprawa społecznej wrażliwości.


Argumenty o nadużyciach – problem, który można rozwiązać

Jednym z głównych argumentów władz jest trudność w weryfikacji użytkowników kart parkingowych.
Jak tłumaczył wiceburmistrz, „karta wydawana jest na osobę, nie na numer rejestracyjny, i bardzo często krąży w rodzinie. Syn, wnuk biorą kartę i parkują na nią cały dzień”.
Dodał, że czasem udaje się wykryć nadużycia dzięki „uprzejmym zgłoszeniom”, a kara za użycie karty przez osobę nieuprawnioną wynosi do 2000 zł.

Z danych Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Chojnicach wynika, że w ciągu ostatnich pięciu lat wydano 1537 kart. PCPR nie ma jednak możliwości dokładnego określenia, ile z nich to dokumenty odnawiane, a ile nowe – więc nie wiadomo, ilu mieszkańców faktycznie korzysta z uprawnień.

Problem jest realny, ale nie wyjątkowy – z podobnymi zmaga się wiele miast. Różnica polega na sposobie reakcji.
Niektóre samorządy, jak Sopot, wprowadziły rejestr kart w systemie parkingowym i okresowe kontrole, zamiast rezygnować z ulg.
To kwestia wyboru: karać nadużycia, czy prewencyjnie ograniczać uprawnienia wszystkim?


Opozycja: „To kwestia równego traktowania”

Radny Kamil Kaczmarek z klubu PiS, który złożył projekt uchwały, zapowiedział, że mimo odrzucenia propozycji nie zrezygnuje z tematu.
„Cieszę się, że będą dodatkowe miejsca dla osób z niepełnosprawnościami i zadbam o to, aby w nowej propozycji ujęto udogodnienia” – mówił po konferencji.

Radny Zdzisław Januszewski podkreślał, że klub opozycyjny oczekuje rzetelnego rozpatrzenia uchwały przez komisję i nadania jej dalszego biegu. „Prawo nie jest takie, jak burmistrz myśli, że jest – tylko takie, jak zostało napisane. A od burmistrza mamy prawo wymagać rzetelnej pracy na rzecz miasta” – zaznaczył.

Opozycja postrzega sprawę nie jako polityczny spór, lecz jako test uczciwego dialogu.
„Niepełnosprawni to nie temat kampanii. To mieszkańcy, którzy mają prawo do pełnego życia w mieście” – mówił Kaczmarek.


„No to Sopot” – symbol różnic systemowych

Porównanie z Sopotem, które padło podczas konferencji, stało się symbolem tej dyskusji.
Tam osoby z niepełnosprawnościami mogą parkować bezpłatnie na wszystkich miejscach, niezależnie od oznaczenia.
W Chojnicach takie rozwiązanie uznano za „niemożliwe do wdrożenia”.

Sopot wprowadził jednak system weryfikacji kart poprzez rejestr elektroniczny i okresowe aktualizacje danych.
Nie wymagało to przebudowy strefy – raczej współpracy urzędników z organizacjami społecznymi.
W praktyce tam, gdzie zaufanie połączono z kontrolą, system działa.
W Chojnicach – mimo dobrych intencji – dyskusja o równym traktowaniu wciąż kończy się na analizach.


Pan Jan i jego poniedziałek

Pan Jan, mieszkaniec Chojnic, choruje na zwyrodnienie stawów. Ma kartę parkingową, korzysta z niej uczciwie.
W poniedziałek rano jedzie do przychodni przy ul. Gimnazjalnej – trzy koperty zajęte.
Zostaje zwykłe miejsce, płatne. Musi dojść kilkaset metrów, wracając co chwilę, by sprawdzić, czy nie kończy się czas opłaty.
To nie dramat – ale dla wielu takie sytuacje to codzienność.
Gdyby mieszkał w Sopocie, mógłby zaparkować najbliżej wejścia i spokojnie zająć się zdrowiem, nie biletem.

To właśnie w takich drobnych sprawach widać różnicę między „systemem z empatią” a „systemem z procedurą”.


Co dalej? Realna pomoc zamiast deklaracji

Radny Kaczmarek i jego klub zapowiadają, że wrócą do tematu w zmodyfikowanej formie.
Możliwe, że nowa uchwała pojawi się jeszcze w tej kadencji.
Tymczasem władze miasta planują rozszerzenie strefy płatnego parkowania na ul. Parkową i wprowadzenie systemu płatności internetowych.
To zmiany techniczne, które nie rozwiązują jednak kluczowego pytania: jak zorganizować przestrzeń miasta, by była przyjazna wszystkim mieszkańcom?

Z analitycznego punktu widzenia – najlepszym rozwiązaniem wydaje się wariant pilotażowy, łączący oba podejścia:

  • więcej kopert w kluczowych lokalizacjach,

  • oraz możliwość bezpłatnego postoju dla posiadaczy kart na zwykłych miejscach w określonym limicie czasu (np. 2 godziny).
    Po pół roku – analiza danych i decyzja Rady Miejskiej.


Podsumowanie – pięć lekcji dla samorządów

  1. Równość zaczyna się od szczegółów. Czasem jedno „nie” w uchwale znaczy dla mieszkańca tyle, co mur w codzienności.

  2. Empatia nie wyklucza procedur. Można mieć kontrolę i wrażliwość jednocześnie.

  3. Nadużycia to nie powód, by odbierać prawa wszystkim. Zawsze istnieje techniczne rozwiązanie.

  4. Sopot nie jest wyjątkiem – jest przykładem. Model równego dostępu można przenieść, jeśli się chce.

  5. Język ma znaczenie. Zamiast „osoby upośledzone” – „osoby z niepełnosprawnościami”. To kwestia szacunku, nie polityki.


FAQ

Czy w Chojnicach osoby z niepełnosprawnościami mogą parkować za darmo?
Tylko na miejscach oznaczonych kopertą. Pomysł rozszerzenia uprawnień został odrzucony przez władze miasta.

Dlaczego miasto nie wprowadziło ulgowego abonamentu?
Władze uznały, że projekt był nieprzeanalizowany i mógłby naruszyć spójność strefy płatnego parkowania.

Czy liczba kopert wzrośnie?
Tak – ratusz zapowiedział powstanie kilkunastu nowych miejsc w strefach I i II, kosztem zwykłych miejsc.

Ile kart parkingowych wydano w Chojnicach?
Według PCPR – 1537 w ciągu 5 lat. Liczba faktycznych użytkowników jest mniejsza, bo część kart to wznowienia.

Co grozi za użycie karty przez osobę nieuprawnioną?
Mandat do 2000 zł.


Źródła

  1. Niepełnosprawnym z Chojnic nie chcą dać tego, z czego korzystają w Sopocie – konferencja wiceburmistrza, decyzja o odrzuceniu uchwały, liczby PCPR.

  2. Będą zmiany w strefie płatnego parkowania w Chojnicach. Wszystko przez opozycję – kontekst zmian w strefach, likwidacja abonamentów, zapowiedzi nowych kopert.

  3. Radny apelował o realną pomoc – tło dyskusji w Radzie Miejskiej i wnioski o wsparcie dla osób z niepełnosprawnościami.