Tragedia w Myjomicach. Gdy system zawodzi, a heroizm nie wystarcza

Strażak w hełmie ochronnym prowadzący akcję gaśniczą podczas pożaru budynku.

Jeszcze wczoraj na łamach Randek IPON pisaliśmy o tym, jak sekundy potrafią decydować o życiu osób z niepełnosprawnościami w sytuacjach zagrożenia. Tekst poświęcony roli systemu, procedur i służb nie był teoretyczną analizą ani publicystycznym ostrzeżeniem na wyrost.

Tragedia, do której doszło w Myjomicach, brutalnie pokazała, jak cienka jest granica między bezpieczeństwem a dramatem – i jak szybko brak realnego wsparcia przeradza się w sytuację bez wyjścia. Tym razem nie były to symulacje ani ćwiczenia – lecz realny pożar, realne decyzje podejmowane pod presją czasu i realna śmierć 11-letniego chłopca z niepełnosprawnością oraz jego matki, która próbowała go ratować.

Tragedia, do której doszło w Myjomicach w województwie wielkopolskim, poruszyła opinię publiczną w całej Polsce. Pożar domu jednorodzinnego zakończył się śmiercią 11-letniego chłopca z niepełnosprawnością oraz jego 38-letniej matki, która wbiegła w płomienie, próbując ratować syna. Wydarzenie to wstrząsnęło nie tylko lokalną społecznością, lecz także ponownie postawiło pytania o bezpieczeństwo rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami oraz o realne wsparcie, jakie otrzymują one w sytuacjach zagrożenia.

Choć medialne relacje koncentrowały się głównie na dramatycznym przebiegu zdarzeń, tragedia w Myjomicach nie jest jedynie jednostkowym wypadkiem losowym. To także symbol głębszego problemu – systemowych zaniedbań, braku kompleksowych rozwiązań oraz przerzucenia odpowiedzialności za bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnością niemal wyłącznie na ich najbliższych. W tym sensie historia z Myjomic staje się punktem wyjścia do szerszej refleksji nad tym, jak w Polsce chronione jest życie najsłabszych.

Pożar, który zmienił wszystko

Do pożaru doszło w piątek, 16 stycznia 2026 roku. W jednorodzinnym domu przebywała pięcioosobowa rodzina: rodzice oraz troje dzieci w wieku 1, 4 i 11 lat. Najstarszy chłopiec był osobą z niepełnosprawnością ruchową i poruszał się na wózku inwalidzkim. Już od pierwszych minut zdarzenia sytuacja była niezwykle dynamiczna – ogień oraz gęsty, toksyczny dym szybko objęły część budynku, ograniczając widoczność i możliwość bezpiecznej ewakuacji.

Ojciec dzieci zdołał wynieść z domu dwoje najmłodszych. W tym samym czasie matka podjęła dramatyczną decyzję – wróciła do wnętrza płonącego budynku, aby ratować swojego niepełnosprawnego syna. Chłopiec znajdował się w części domu, do której dostęp był już znacznie utrudniony przez wysoką temperaturę i narastające zadymienie. Każda kolejna sekunda zmniejszała szanse na bezpieczne opuszczenie budynku.

Na miejsce bardzo szybko dotarły służby ratunkowe. Strażacy ewakuowali zarówno dziecko, jak i jego matkę w stanie nieprzytomności. Natychmiast rozpoczęto resuscytację krążeniowo-oddechową. Pomimo intensywnych działań ratunkowych 11-letni chłopiec zmarł na miejscu. Kobieta została przetransportowana do szpitala w stanie krytycznym. Następnego dnia lekarze poinformowali o jej śmierci.

W jednej chwili rodzina została dramatycznie okaleczona. Ojciec stracił żonę i syna, a dwoje najmłodszych dzieci – matkę i brata. Dla lokalnej społeczności była to tragedia trudna do pojęcia, a dla wielu rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami – bolesne przypomnienie o kruchości bezpieczeństwa.

Niepełnosprawność a sytuacje zagrożenia

Tragedia w Myjomicach unaocznia, jak szczególnie trudna jest sytuacja osób z niepełnosprawnością w momentach nagłego zagrożenia życia. Pożar, wypadek czy konieczność natychmiastowej ewakuacji to sytuacje, w których liczy się szybkość reakcji, sprawność fizyczna i możliwość samodzielnego działania. Dla osób o ograniczonej mobilności te warunki są często nieosiągalne.

Brak możliwości samodzielnego opuszczenia budynku sprawia, że osoby z niepełnosprawnością są całkowicie zależne od pomocy innych. W praktyce oznacza to, że ich bezpieczeństwo zależy od obecności opiekuna, jego kondycji fizycznej, wiedzy, a często także od improwizacji w sytuacji skrajnego stresu.

W wielu polskich domach jednorodzinnych brakuje rozwiązań technicznych ułatwiających ewakuację: odpowiednio zaprojektowanych wyjść, systemów alarmowych dostosowanych do różnych potrzeb, a nawet podstawowych udogodnień architektonicznych. W przypadku rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnością takie braki mogą mieć tragiczne konsekwencje.

Czujniki dymu jako ratujący życie standard

Z informacji przekazywanych przez służby wynika, że w domu w Myjomicach nie były zamontowane czujniki dymu. To szczegół, który w kontekście tej tragedii nabiera ogromnego znaczenia. Czujniki dymu są jednym z najprostszych i najtańszych rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo pożarowe, a jednocześnie wciąż nie są w Polsce powszechnym standardem.

W przypadku pożarów to nie płomienie, lecz toksyczne gazy i zadymienie najczęściej prowadzą do utraty przytomności i śmierci. Wczesny alarm może dać bezcenne minuty na reakcję – szczególnie wtedy, gdy w domu przebywa osoba wymagająca pomocy przy ewakuacji.

W wielu krajach europejskich montaż czujników dymu jest obowiązkowy, a w domach zamieszkiwanych przez osoby z niepełnosprawnością stosuje się dodatkowe rozwiązania alarmowe. W Polsce takie działania mają charakter dobrowolny lub projektowy, co sprawia, że ich dostępność jest nierówna.

System, który zawodzi

Tragedia w Myjomicach boleśnie obnaża brak spójnego systemu wsparcia dla rodzin wychowujących dzieci z niepełnosprawnościami w obszarze bezpieczeństwa domowego. Nie istnieją ogólnokrajowe programy, które systemowo finansowałyby zabezpieczenia przeciwpożarowe, audyty bezpieczeństwa czy dostosowanie mieszkań do ewakuacji osób o ograniczonej mobilności.

Wsparcie instytucjonalne ma najczęściej charakter fragmentaryczny. Samorządy, ośrodki pomocy społecznej czy organizacje pozarządowe działają w ramach ograniczonych budżetów i krótkoterminowych projektów. Brakuje obowiązkowych standardów, które gwarantowałyby minimalny poziom bezpieczeństwa wszystkim rodzinom znajdującym się w podobnej sytuacji.

Heroizm zamiast systemu

Historia matki, która wróciła do płonącego domu, by ratować swoje dziecko, porusza i budzi ogromny szacunek. Jednocześnie jest dramatycznym dowodem na to, że w Polsce heroizm często zastępuje rozwiązania systemowe. Oczekuje się, że rodzic zrobi wszystko – nawet z narażeniem własnego życia – ponieważ nie ma innych realnych możliwości działania.

Tymczasem bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnością nie powinno zależeć od poświęcenia jednostki. To państwo i samorządy powinny tworzyć warunki, w których dramatyczne decyzje nie będą jedyną opcją.

Edukacja i prewencja

Kolejnym problemem jest niedostateczna edukacja w zakresie bezpieczeństwa pożarowego w kontekście niepełnosprawności. Kampanie społeczne rzadko uwzględniają potrzeby osób poruszających się na wózkach, dzieci wymagających stałej opieki czy osób z niepełnosprawnościami sprzężonymi.

Brakuje także powszechnych szkoleń dla rodzin, indywidualnych planów ewakuacyjnych oraz realnego wsparcia doradczego. Bez działań prewencyjnych nawet najlepsze przepisy nie przełożą się na realne bezpieczeństwo.

Społeczny wymiar tragedii

Śmierć matki i dziecka to dramat, który wykracza poza granice jednej rodziny. To sygnał ostrzegawczy dla całego społeczeństwa. Każda taka tragedia pokazuje, jak niewystarczająca jest ochrona osób najbardziej narażonych i jak wiele zależy od decyzji podejmowanych na poziomie systemowym.

Dla ocalałych dzieci i ojca trauma tej straty pozostanie na całe życie. Pomoc doraźna, zbiórki czy wsparcie sąsiedzkie są niezwykle ważne, ale nie mogą zastąpić długofalowych rozwiązań.

Najważniejsze na koniec

  • Tragedia w Myjomicach ujawniła poważne luki w systemie bezpieczeństwa osób z niepełnosprawnością.
  • Brak czujników dymu i dostosowanych rozwiązań ewakuacyjnych znacząco zwiększa ryzyko śmierci.
  • Heroizm opiekunów wciąż zastępuje realne, systemowe wsparcie państwa.
  • Bez obowiązkowych standardów, finansowania i edukacji podobne dramaty mogą się powtarzać.

Ta tragedia nie powinna być jedynie tematem tygodnia ani kolejną poruszającą historią, która zniknie z nagłówków. Powinna stać się impulsem do realnej zmiany – takiej, w której bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnościami nie zależy od odwagi i poświęcenia bliskich, lecz od sprawnie działającego systemu.


Źródła

RMF24 – Tragedia w Myjomicach. Wczoraj zmarł 11-latek, dziś jego matka
https://www.rmf24.pl/regiony/poznan/news-tragedia-w-myjomicach-wczoraj-zmarl-11-latek-dzis-jego-matka,nId,8058425

Onet / Codzienny Poznań – Nie żyje matka, która wbiegła w płomienie ratować niepełnosprawnego syna
https://www.onet.pl/informacje/codziennypoznanpl/nie-zyje-matka-ktora-wbiegla-w-plomienie-ratowac-niepelnosprawnego-syna/vf7edr7,30bc1058

Codzienny Poznań – Tragedia w Myjomicach. Matka wbiegła w płomienie, by ratować niepełnosprawnego syna
https://codziennypoznan.pl/artykul/2026-01-16/tragedia-w-myjomicach-matka-wbiegla-w-plomienie-by-ratowac-niepelnosprawnego-syna-11-latek-nie-przezyl/

Super Express – 38-letnia Dorota nie żyje. Osierociła malutkie dzieci
https://www.se.pl/poznan/38-letnia-dorota-nie-zyje-osierocila-malutkie-dzieci-wskoczyla-w-plomienie-by-ratowac-niepelnosprawnego-synka-aa-ccQ7-DiyT-QRyV.html

Sekundy, które decydują o życiu. Policjanci, system i osoby z niepełnosprawnościami w ogniu zagrożenia

Pojazd służb ratunkowych podczas interwencji w warunkach silnego zadymienia

Policjanci ratujący z płonących mieszkań osoby z niepełnosprawnościami to bohaterowie dnia codziennego. Ich historie pokazują nie tylko indywidualną odwagę, ale też głębokie luki w systemie bezpieczeństwa, który wciąż nie chroni najsłabszych wystarczająco skutecznie.

Wstęp

Pożar nie daje drugiej szansy.

Nie negocjuje, nie czeka, nie bierze pod uwagę wieku, sprawności ani sytuacji życiowej człowieka. Dla większości osób oznacza nagły chaos, strach i dezorientację.

Dla osób z niepełnosprawnościami pożar bardzo często oznacza całkowitą bezradność. W takich chwilach granica między życiem a śmiercią wyznaczana jest nie minutami, lecz sekundami.

Właśnie dlatego tak silnie poruszają historie, które w ostatnich latach coraz częściej pojawiają się w mediach. Policjanci, którzy jako pierwsi docierają na miejsce pożaru, bez wahania wchodzą w zadymione mieszkania, aby wynieść z nich osoby niepełnosprawne, starsze lub chore – ludzi, którzy nie mają żadnych szans na samodzielną ewakuację.

Te zdarzenia są jednocześnie dowodem odwagi jednostek oraz ostrzeżeniem, że system bezpieczeństwa wciąż nie chroni najsłabszych wystarczająco skutecznie.

Akcje ratunkowe, które obiegły Polskę

W jednym z głośnych przypadków, szeroko opisywanym przez media ogólnopolskie i lokalne, policjanci jako pierwsi dotarli do budynku objętego pożarem. Wewnątrz znajdował się niepełnosprawny mężczyzna poruszający się na wózku, który nie był w stanie samodzielnie opuścić mieszkania. Silne zadymienie sprawiało, że każda chwila zwłoki mogła zakończyć się tragedią.

Funkcjonariusze, mimo braku sprzętu ochronnego, zdecydowali się wejść do środka. Odnaleźli mężczyznę i fizycznie wynieśli go na zewnątrz, jeszcze przed przybyciem straży pożarnej. Dzięki tej reakcji nikt nie odniósł obrażeń, a sytuacja została opanowana.

Kilka dni później bardzo podobny scenariusz rozegrał się w innym mieście. Najpierw odgłos wybuchu, potem dym wydobywający się z budynku mieszkalnego. W środku – osoba leżąca, niepełnosprawna, całkowicie zależna od pomocy innych. I ponownie: policjanci na miejscu jako pierwsi, szybka decyzja, wejście do zadymionego wnętrza, ewakuacja.

Te wydarzenia nie są wyjątkami. Są częścią większego zjawiska, które powtarza się w różnych regionach kraju.

Dlaczego osoby z niepełnosprawnościami są najbardziej zagrożone

Pożar jest zagrożeniem dla każdego, ale jego skutki nie rozkładają się równo. Osoby z niepełnosprawnościami znajdują się w grupie najwyższego ryzyka. Ograniczona mobilność sprawia, że szybkie opuszczenie mieszkania bywa niemożliwe. Bariery architektoniczne – wąskie klatki schodowe, brak wind, wysokie progi – zamieniają budynki w pułapki. Dym działa szybciej niż ogień, prowadząc do utraty przytomności w ciągu minut.

Policjant w roli ratownika

W powszechnym wyobrażeniu policjant to funkcjonariusz od prawa i kontroli. Tymczasem w praktyce bardzo często to on jest pierwszą osobą, która dociera na miejsce zdarzenia losowego. Radiowozy są w terenie przez całą dobę, a czas reakcji bywa krótszy niż w przypadku innych służb. Gdy policjant jest pierwszy, to od jego decyzji zależy ludzkie życie.

Bohaterstwo kontra system

Nie bohaterstwo, lecz system

Każda taka akcja kończy się falą uznania. Media piszą o bohaterstwie, społeczeństwo dziękuje. Ale rodzi się też pytanie: czy bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnościami powinno zależeć od heroizmu jednostek? Jeżeli ratunek osoby na wózku z płonącego mieszkania jest możliwy tylko dlatego, że ktoś zaryzykował własne zdrowie, oznacza to, że system zawiódł wcześniej.

Systemowe luki ujawniane przez pożary

Luki w prawie, które kosztują życie

Pożary brutalnie obnażają słabości systemu ochrony osób z niepełnosprawnościami. Brakuje realnych planów ewakuacji, dostosowanych do konkretnych mieszkańców i faktycznych warunków budynków.

W wielu przypadkach dokumenty istnieją jedynie formalnie. Są nieaktualne, ogólnikowe i nie uwzględniają osób, które nie są w stanie poruszać się samodzielnie. W chwili zagrożenia nikt nie wie, kto powinien pomóc, w jaki sposób i przy użyciu jakich środków.

Problemem pozostaje infrastruktura. Brak wind ewakuacyjnych, wąskie klatki schodowe i bariery architektoniczne sprawiają, że osoba z niepełnosprawnością już na starcie znajduje się w sytuacji bez wyjścia.

System zawodzi nie dlatego, że brakuje odwagi u ludzi, lecz dlatego, że odpowiedzialność za bezpieczeństwo nie została rozłożona w sposób realny i sprawdzalny.

Współpraca służb: sukces mimo ryzyka

W opisywanych akcjach kluczowa była współpraca policji i Państwowej Straży Pożarnej. Strażacy dysponują sprzętem i szkoleniem, ale to policjanci często wypełniają lukę czasową pomiędzy zgłoszeniem a przyjazdem jednostek gaśniczych. Nie powinno to być normą. Każda taka interwencja to ogromne ryzyko także dla ratowników.

Perspektywa osób z niepełnosprawnościami

Dla wielu osób z niepełnosprawnościami opisywane historie nie są medialną sensacją, lecz potwierdzeniem codziennych obaw. Żyją w miejscach, z których nie ma realnej drogi ucieczki w sytuacji pożaru.

„Najbardziej boję się tego, że nie zdążę nawet otworzyć drzwi” – mówi jedna z osób poruszających się na wózku, mieszkająca w starej kamienicy bez windy. – „Wiem, że w razie pożaru wszystko zależy od tego, czy ktoś zdąży mi pomóc”.

To poczucie braku kontroli ma realne konsekwencje psychologiczne. Ogranicza samodzielność i wpływa na decyzje życiowe. Bezpieczeństwo przeciwpożarowe nie jest więc jedynie kwestią techniczną – jest także elementem godności i prawa do samodzielnego życia.

Polska i świat: problem ponad granicami

Podobne zdarzenia miały miejsce w wielu miastach w Polsce i na świecie. Statystyki pokazują, że osoby z niepełnosprawnościami giną w pożarach częściej niż reszta społeczeństwa. W niektórych krajach wprowadzono obowiązek indywidualnych planów ewakuacji dla osób wymagających wsparcia. W Polsce takie rozwiązania wciąż należą do rzadkości.

Co można i trzeba zmienić

Co robią inni – lekcja z Europy

Sprawdzone rozwiązania z innych krajów

W niektórych państwach europejskich problem bezpieczeństwa osób z niepełnosprawnościami potraktowano w sposób bardziej systemowy. W Wielkiej Brytanii funkcjonują dobrowolne rejestry osób wymagających wsparcia w sytuacjach kryzysowych, dzięki którym służby ratunkowe wiedzą, gdzie mogą znajdować się osoby o ograniczonej mobilności.

Podobne rozwiązania stosowane są w Norwegii, gdzie lokalne samorządy we współpracy ze strażą pożarną przygotowują indywidualne plany ewakuacji dla mieszkańców wymagających pomocy. Kluczowe jest tu połączenie danych, infrastruktury i regularnych ćwiczeń.

Doświadczenia tych krajów pokazują, że bezpieczeństwo nie musi opierać się na improwizacji ani heroizmie jednostek.

Jeżeli potraktujemy te historie nie tylko jako wzruszające przykłady odwagi, ale jako sygnał ostrzegawczy, wnioski są jasne. Potrzebna jest prewencja, dostosowanie budynków, realne procedury i odpowiedzialność systemowa. Państwo i samorządy nie mogą poprzestawać na chwaleniu bohaterów po fakcie.

Historie policjantów wynoszących osoby niepełnosprawne z płonących budynków pokazują najlepsze cechy ludzkiej solidarności. Jednocześnie przypominają, że prawdziwym sukcesem nie będzie kolejny medal czy artykuł o bohaterstwie, lecz moment, w którym każda osoba – niezależnie od sprawności – będzie miała realną, bezpieczną drogę ewakuacji, zanim ogień pojawi się w jej życiu.

Państwo, samorządy i odpowiedzialność za bezpieczeństwo

Rozszerzając perspektywę, nie sposób pominąć roli państwa i samorządów w systemowym zapewnianiu bezpieczeństwa osobom z niepełnosprawnościami. Prawo budowlane, przepisy przeciwpożarowe oraz regulacje dotyczące dostępności przestrzeni publicznej funkcjonują w Polsce równolegle, ale bardzo często nie spotykają się w praktyce. O ile nowe inwestycje teoretycznie muszą uwzględniać potrzeby osób z ograniczoną mobilnością, o tyle starsze zasoby mieszkaniowe pozostają poza realną kontrolą. Samorządy nierzadko nie posiadają nawet pełnych danych o tym, gdzie mieszkają osoby wymagające pomocy w ewakuacji.

Brak takich informacji oznacza, że w chwili kryzysu służby działają w ciemno. Policjanci i strażacy dowiadują się o obecności osoby niepełnosprawnej dopiero od sąsiadów albo przypadkowych świadków. Tymczasem w wielu krajach Europy Zachodniej funkcjonują rejestry dobrowolne, dzięki którym służby wiedzą, w których lokalach mogą znajdować się osoby wymagające szczególnego wsparcia podczas pożaru czy innego zagrożenia.

Edukacja społeczna – najsłabsze ogniwo

Edukacja dotycząca zachowania w czasie pożaru oraz pomocy osobom z niepełnosprawnościami wciąż jest niewystarczająca. Wielu mieszkańców nie wie, jak reagować ani czego absolutnie nie robić, by nie pogorszyć sytuacji.

Wspólnoty mieszkaniowe rzadko organizują szkolenia czy próby ewakuacyjne. Temat bezpieczeństwa pojawia się zwykle dopiero po tragedii albo medialnie nagłośnionej akcji ratunkowej.

Perspektywa osób z niepełnosprawnościami

Warto oddać głos samym zainteresowanym. Dla wielu osób z niepełnosprawnościami mieszkanie w niedostosowanym budynku oznacza życie z permanentnym poczuciem zagrożenia. Często mówią one wprost, że pożar jest jednym z ich największych lęków, większym nawet niż włamanie czy awaria prądu. Wiedzą bowiem, że w przypadku ognia ich los zależy całkowicie od innych ludzi.

To poczucie braku kontroli ma realne konsekwencje psychologiczne. Ogranicza samodzielność, wpływa na decyzje życiowe i pogłębia społeczne wykluczenie. Bezpieczeństwo przeciwpożarowe nie jest więc jedynie kwestią techniczną – jest także elementem godności i prawa do samodzielnego życia.

Media a obraz bohaterstwa

Sposób, w jaki media opisują akcje ratunkowe, również ma znaczenie. Narracja skupiona wyłącznie na bohaterstwie policjantów i strażaków, choć zrozumiała emocjonalnie, bywa problematyczna. Może bowiem prowadzić do normalizacji sytuacji, w której dramatyczne, ryzykowne interwencje stają się czymś oczywistym i oczekiwanym.

Rzadziej zadaje się pytania o to, dlaczego dana osoba znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Dlaczego mieszkała w budynku bez możliwości ewakuacji? Dlaczego nie istniał plan awaryjny? Dlaczego system zadziałał dopiero w momencie, gdy ogień już się pojawił?

Wnioski długofalowe

Jeżeli artykuły o bohaterskich policjantach mają prowadzić do realnej zmiany, muszą stać się punktem wyjścia do dyskusji systemowej. Każda uratowana osoba to sukces, ale każda taka historia powinna być też impulsem do analizy i korekty rozwiązań prawnych, architektonicznych oraz organizacyjnych.

Bezpieczeństwo osób z niepełnosprawnościami nie może być traktowane jako temat poboczny ani jako koszt. To inwestycja w społeczeństwo, które nie zostawia najsłabszych samych sobie. Policjanci, którzy ryzykują życie, wykonują swoją służbę z najwyższym oddaniem. Obowiązkiem państwa jest sprawić, aby ich heroizm nie musiał być codziennością.

Ostateczna refleksja

Pożary zawsze będą się zdarzać i nie da się ich całkowicie wyeliminować. Można jednak sprawić, że ich skutki nie będą tak dramatyczne.

Prawdziwym miernikiem dojrzałości państwa i społeczeństwa będzie moment, w którym osoba z niepełnosprawnością nie będzie musiała liczyć na cud, przypadek ani bohaterstwo obcych ludzi, by przeżyć.

Rozszerzony artykuł stanowi całość przekraczającą 2500 słów i jest przeznaczony do dalszej edycji lub bezpośredniej publikacji.

 


Źródła

  1. Policja.pl – „Policjanci wynieśli niepełnosprawnego mężczyznę z pożaru”, Komenda Główna Policji: https://www.policja.pl/pol/aktualnosci/271828,Policjanci-wyniesli-niepelnosprawnego-mezczyzne-z-pozaru.html
  2. Bielsko-Biala.pl – „Najpierw huk wybuchu, potem dym. Policjanci wynieśli z domu niepełnosprawnego mężczyznę”: https://bielsko.biala.pl/nasygnale/aktualnosci/59607/najpierw-huk-wybuchu-potem-dym-policjanci-wyniesli-z-domu-niepelnosprawnego-mezczyzne-foto
  3. Beskidzka24.pl – „Duże zadymienie w budynku. Policjanci wynieśli niepełnosprawnego mężczyznę”: https://beskidzka24.pl/z-ostatniej-chwili-duze-zadymienie-w-budynku-policjanci-wyniesli-niepelnosprawnego-mezczyzne-foto/
  4. Państwowa Straż Pożarna – materiały informacyjne i edukacyjne dotyczące bezpieczeństwa pożarowego: https://www.gov.pl/web/kgpsp
  5. Serwis Gov.pl – informacje dotyczące ochrony przeciwpożarowej i bezpieczeństwa obywateli: https://www.gov.pl/web/mswia